Kategorie: Wszystkie | Film i TV | Literatura | Misc | Moje wyzwania | Muzyka | Życie
RSS
piątek, 12 sierpnia 2011
"Drugie życie Bree Tanner"

breeAutor: Stephenie Meyer
język oryginału: angielski
Tytuł oryginału: The Short Second Life of Bree Tanner. An Eclipse Novella
Cykl: Zmierzch
Seria wydaw.: ----
Tłumaczenie: ----
Wydawnictwo: atom
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 178

Są książki, po które sięgamy dla własnej przyjemności, czytanie ich jest niemal jak przeniesienie się do cudownej krainy gdzie z wypiekami na twarzy czekamy na rozwój wypadków. Są też takie, po które sięgamy z przymusu (kojarzą mi się z tym niezmiennie niektóre lektury szkolne ;-) ) a czytanie ich to droga przez mękę. Po "Drugie życie Bree Tanner" sięgnęłam ze względu na "nocne" wyzwanie, do którego się zgłosiłam. A wrażenia były... No właśnie.

Bree Tanner została zamieniona w wampira w jednym celu - ma stać się częścią wampirzej armii, która ma rozgromić w walce klan Cullenów. Razem z Bree dowiadujemy się jak to jest być nowo stworzonym wampirem. Łatwo i przyjemnie nie jest - dziewczynę męczy nieustające pragnienie krwi i nagle musi nauczyć się funkcjonowac według zasad, które wcześniej jej nieobowiązywały, jak na przykład - zakaz wychodzenia na zewnątrz w ciągu dnia.
I na tym muszę skończyc streszczanie treści, bo... nie doczytałam książki do końca - w myśl zasady: 'po co męczyć się z książką, jeśli w tym czasie można przeczytać coś ciekawszego'.

Akcja "Drugiego życia Bree Tanner" toczy się mniej więcej równolegle do akcji trzeciego tomu serii Zmierzch, "Zaćmienia". Jest napisana językiem typowym dla Stephenie Meyer - drewnianym i kanciastym. Do tej pory, po przeczytaniu pierwszych trzech tomów serii w języku, byłam przekonana, że to kwestia słabego tłumaczenia, korekty czy nie wiadomo czego jeszcze. Historię Bree Tanner próbowałam przeczytać po angielsku i skapitulowałam. Okazuje się, że polska tłumaczka dokonała niemal cudu sprawiając, że da się te książki jakoś przeczytać do końca. Szału nie ma, dupy nie urywa, ale to już wina autorki, że ktoś jej wmówił, że może byc pisarką a ona w to uwierzyła.
Pomysł na książkę, przynaję, był niezły, niestety realizacja pozostawia wiele do życzenia.
Z czystym sumieniem NIE POLECAM. (Zbierałam się do napisania o tej porywającej pozycji od kwietnia. Jest MOC).

sparkle

Na dokładkę, pierwsze zdanie z recenzji tej pozycji umieszczonej na Biblionetce:
"Kolejny raz miałam okazję podziwiać niesamowity warsztat pisarski Stephenie Meyer, autorki jednej z najlepszych wampirzych sag na świecie." (by aniusiaczek92).  bezcenne ;-)

sobota, 06 sierpnia 2011
(One Lovely) Blog (Award)

Jest rzeczą niesłychanie miłą bycie wyróżnionym przez innych blogerów, tak jak mnie wyróżniły Książki z mojej półki nominacją do One Lovely Blog Award.
Mówiąc prawdę, kiepsko mi z tym. Bo wiecie, ja w sumie nie przepadam za łańcuszkami i tego typu sprawami, zwłaszcza kiedy oczekuje się ode mnie, że znajdę 16 innych blogów, które sama bym chciała wyróżnić. Z całym szacunkiem dla blogerów - mam tylko 3 blogi, które odwiedzam w oczekiwaniu na nowe posty, inne odwiedzam nieco rzadziej i czytam od razu większe ilości notek. Nie umiałabym więc na siłę nominować innych, tylko po to by spełnić warunki łańcuszka, nie czułabym się z tym w porządku.

olba

Inną sprawą jest napisanie o sobie w siedmiu punktach czegoś czego inni o mnie nie wiedzą. Z tym to w sumie nie będzie problemu i właściwie, skoro mam lekkie zapotrzebowanie na ekshibicjonizm, uczynię to teraz. Będzie krótko.

1. Nie rozumiem i nie umiem rozwiązywać sudoku ani grać w szachy. Powoli bratanica uczy mnie grać w warcaby. Za to w tzw. memory jestem nie do przejścia.

2. Pierwszą świadomie wybraną i zakupioną książką było "Sto lat samotności" - byłam wtedy w trzeciej klasie liceum. Od tamtego czasu, jest to jedna z moich ukochanych pozycji. Na nieszczęście (moje) pożyczyłam ją kiedyś znajomej z pracy, ale po dziś dzień jej nie odzyskałam. (I pewnie nie odzyskam, bo od czterech lat nie pracuję w tamtym gimnazjum).

3. Panicznie boję się ciem. Do tego stopnia, że potrafię pozamykać wszystkie okna w domu kiedy na zewnątrz jest ciepło - byle tylko mi nic nie wleciało. Nie wiem skąd się ten irracjonalny strach, ale boję się tych paskud jak cholera.

4. Słowo "boordel" w nazwie bloga to nie tylko odwołanie do filmowego klasyka, ale również odniesienie do mnie, bałaganu i chaosu, który mnie otacza. Podobno nieraz mam taki nieporządek, że możnaby się zabić potykając się o coś leżącego na podłodze. Zapewne burdel ten bierze się z mojego niesamowitego lenistwa. Bywa ;-).

5. Nie znoszę wazeliny, braku krytycyzmu i kółek wzajemnej adoracji. Bywa problematyczne. Potrafię zrezygnować z kontaktów z grupą lubianych przeze mnie osób w momencie gdy rozmowy i spotkania zaczynają przypominać rozmaślanianie się nad kimkolwiek z towarzystwa. Również, nie znoszę oglądania stosików na blogach.

6. Miałam kiedyś raka. Nie zrozumcie mnie źle. Rak został złowiony przez mojego ojca w Wiśle, zamiast ryb. Przyniesiony do domu miał dostać imię po pewnej filmowej nagrodzie na literę O., ale byłam mała i mi się pokręciło i zamiast Oskar nazwałam bidulka Oswald. Towarzyszył mi przez kilka lat, które niestety spędzał w akwarium, nawet dwa razy zrzucił skorupę. Bardzo przeżywałam kiedy zdechł, zwłaszcza, że mój tato nie będący zbyt empatyczną osobą zamiast pomóc mi przejść przez tę stratę dzielnie, wyrzucił zwłoki raczka przez okno. Tak mocno płakałam tylko kiedy zmarł mój dziadek.

7. Kiedy zmarł mój ukochany dziadek i nieco później, kiedy złamano mi serce po raz pierwszy popełniłam kilka wierszy. Zgłosiłam je w szkole nawet do konkursu i zdobyłam wyróżnienie na etapie powiatowym. Koleżanki się wtedy na mnie obraziły, bo nic im nie powiedziałam, a mama zaczęła się zastanawiać czy ja aby nie mam depresji. Bo wiersze zbyt optymistyczne nie były.

book

Ekshibizjonizmu na dzisiaj wystarczy. Nie wiem czy jeszcze kiedyś się tak tutaj uzewnętrznię, może za rok lub jeszcze później ;-).

środa, 03 sierpnia 2011
"Wampy" + "Nocne Życie"

wampyAutor: Nancy A. Collins
język oryginału: angielski   
Tytuł oryginału: #1 Vamps, #2 Nightlife
Cykl: Wampy
Seria wydaw.: -----
Tłumaczenie: #1 Edyta Jaczewska, #2 Joanna Lipińska
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2010
Ilość stron: #1: 253, #2: 247

Sięgając po te książki nie miałam właściwie żadnych oczekiwań. No bo przecież ogólnie wiadomo czego można się spodziewać po tego typu książkach, z takimi tytułami i takimi okładkami. I właściwie to mogłoby wystarczyć za całą opinię, ale czuję, że muszę napisać więcej.

Książek o nastoletnich wampirach mamy ostatnio masę, nie wiem czy to dobrze, czy źle, osobiście nie podejmę się rozstrzygania tego, ale w żadnej z nich do tej pory nie przedstawiono ich tak jak tutaj. Jasne, w większości, są niesamowicie atrakcyjne, ale nie wszystkie są super mądre i nie władają wieloma językami. Wampiry Collins za to potrafią zmieniać się w zwierzęta takie jak wilki, pantery czy nawet kobry, co więcej mogą przyjąć postać nietoperza i latać! Ci krwiopijcy mogą się normalnie rozmnażać, a ich młode, tzw. pisklęta, aż do uzyskania dojrzałości (ok. 25 lat) rozwijają się jak zwykłe nastolatki, mogą nawet wychodzić na słońce czy przeglądać się w lustrze. Tracą jednak to wszystko w momencie rzeczonej dojrzałości osiągnięcia (ależ strzeliłam zdanie). Ugryzienie nie tworzy nowego wampira, co najwyżej można istotę ludzką wyssać do dna lub zamienić w niezbyt mądrego nieumarłego. Osobiście, w tym momencie wolałabym umrzeć niż jako nieumarły służyć swojemu 'stwórcy'. Mogłabym porozmaślaniać się nad stworzonym przez autorkę światem jeszcze trochę, ale chcę jeszcze krótko skrobnąć o fabule.

Była sobie kiedyś dziewczyna, młoda wampirzyca Lilith, obiecana pewnemu młodemu wampirowi. Wszystko układa się dobrze, jest traktowana przez ojca jak księżniczka, nie wie o zdradach swojego chłopaka, ma swoją świtę, przez którą jest wręcz wielbiona. Niestety, jednej nocy, przysysa się wraz z przyjaciółkami do jednej ofiary za dużo zarabiając tym samym zakaz wstępu do swojego ukochanego klubu. Zostaje tylko wybranie się na a`la polowanie przy Placu Waszyngtona. Lilith zasadza się na dilera narkotyków, ale okazuje się, że ktoś inny już kontroluje jego myśli. Okazuje się, że to młoda wampirzyca Nowej Krwi (o wiele gorsza, niżej w hierarchii, od wampirów Starej Krwi takich jak Lilith i jej ekipa). Dochodzi do konfrontacji, a oliwy do ognia podlewają Van Helsingowie - członkowie stowarzyszenia mającego na celu wytępienie wampirów, zresztą chyba o Van Helsingu pisać nie trzeba.
Lilith i jej przeciwniczka Cally od tej pory, wbrew ich woli, będą się widywać częściej, a konflikt będzie tylko narastał. A, wbrew pozorom, dziewczyny nie tylko wiele dzieli, jest też coś co je łączy.
Główną bohaterką wcale nie jest Lilith, a Cally właśnie. O tej pierwszej można powiedzieć, że jest nibyt wyciągnięta z filmu "Wredne dziewczyny", o drugiej, że wydaje się czasami nierealnie miła.

Nie wiem na ile jest to kwestia tłumaczenia, oszczędzania na korekcie czy nie wiem na czym jeszcze, ale pierwszy tom był momentami językowo niestrawny. Obydwóm zarzucam niewyraźne zaznaczanie dialogów, mocno utrudniało to nieraz połapanie się w tym co się czyta.
Pomysł autorka miała zupełnie przyzwoity, ciekawie nakreśliła główne postaci, ale - bo niestety mam ale - cały pierwszy tom wydawał mi się mocno naciągany, akcja zaczęła rozkręcać się mocno po połowie. Miałam nawet momenty gdy chciałam odłożyć książkę i dać sobie spokój. Na szczęście, drugi tom od początku bardziej mnie wciągnął. Generalnie, po tym jak zakończył się drugi tom, z chęcią sięgnę po trzeci, ostatni już w trylogii, jak tylko będę miała taką możliwość.

fangs

Wydawnictwu Amber dziękuję za wydanie książek, a księgarni Matras za przecenienie ich na tyle, że mogłam bez wyrzutów sumienia je zakupić.

niedziela, 10 lipca 2011
Noc kina (24/25.06.)

W nocy z 24 na 25 czerwca pewna sieć kinowa zorganizowała dziewiątą już Noc Kina - maraton filmowy, w ciągu którego można było - bo na tyle czas pozwalał - obejrzeć trzy filmy. Było w czym wybierać i zupełnie serio przyznaję, nad wyborem tego, co obejrzę, musiałam się dłuższą chwilę zastanowić. Nie wybrałam "Maczety" ani "Sucker Punch", bo takie filmy akcji do mnie nie przemawiają. Nie wybrałam "Och Karol 2" ani "Poważnego człowieka", bo opisy tych filmów w sumie mnie nie przekonały. Nie wybrałam "Oczu Julii", "Krzyku 4" ani "Sali samobójców", bo te już widziałam, "Salę..." nawet dwa razy (i na pewno zakupię kiedy wyjdzie na DVD). Obejrzałam za to trzy inne filmy i właściwie cieszę się, że wybrałam tak a nie inaczej.

cellu

"Jak się pozbyć cellulitu" (reż. A.Saramonowicz)
Nie wiem jak to się stało, że wylądowałam w sali z tym filmem, serio. Nie wiedziałam o co w filmie chodzi, ale tytuł nastawił mnie na kiepską polską komedię o spa. To, co dostałam na talerzu, było polską komedią, ale na pewno nie kiepską, ani nie o spa. I przyznaję, być może nie jest to kino wysokich lotów, ale ubawiłam się niesamowicie, nie pamiętam kiedy się ostatnio tak śmiałam oglądając film. I jeszcze jedno - na największy szacun zasługuje Dominika Kluźniak, SZALONA! Rewelacyjnie zagrała i... chcę więcej tej pani w filmach!

krol

"Jak zostać królem" (reż. T.Hooper)
Zabierałam się do tego filmu jak pies do jeża. Pomimo że uwielbiam grającego tam Colina Firtha i bardzo lubię i szanuję Helenę Bonham Carter i Geoffreya Rusha nie mogłam się jakoś przekonać do obejrzenia tego filmu. I właściwie po obejrzeniu tego oskarowego hitu stwierdzam, że przyznanie mu statuetki dla najlepszego filmu roku jest pewnym przegięciem. Nie chciałabym być źle zrozumiana, ale nie było w nim nic co by mnie przekonało, że była to pozycja lepsza od "Czarnego łabędzia" czy "Incepcji". Więcej, według mnie, był od tych filmów słabszy. Dobry, owszem, ale nie rewelacyjny - z całym szacunkiem dla osób stojących za jego produkcją. Mocno przeceniany. Tyle. (I jeszcze Timothy Spall jako Churchill - zgroza!)

fighter

"Fighter" (reż. D.O.Russell)
O tym, że nie lubię boksu wie wiele osób, podobnie o tym, że Christian Bale wielkim aktorem jest - prawie jak Słowacki poetą ;-). Tym sposobem miałam na liście jedno 'za' i jedno 'przeciw'. Do obejrzenia tego filmu ostatecznie przekonało mnie to, że Bale za rolę w tym a nie innym filmie dostał Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego. I powiem Wam, cóż to była za kreacja! Cóż to był za film! Świetnie opowiedziana prawdziwa historia braci, historia upadku na samo dno i ciężkiej pracy, dzięki której dochodzi się na szczyt. Miałam ochotę płakać tak mocno, że by mną targało (wiecie, trzęsawka i tak dalej), ale otoczona byłam tłumem ludzi, w tym pijanymi gimnazjalistami, którzy niesmowicie mnie wkurzali i nie mogłam sobie pozwolić na luksus zalania się łzami. Spośród obejrzanych przeze mnie tamtej nocy filmów ten jest zdecydowanie najlepszy i z pewnością jeszcze go kiedyś obejrzę. Polecam.

cinema

Podsumowując - było fajnie, trochę za dużo ludzi jak na moje upodobania, ale podobno nie można mieć wszystkiego ;-), wielki plus dla kina za wielką dolewkę, bo takie typy jak ja nie musiały dzięki temu wydawać kasy na picie, a uwieżcie, piję sporo ;-). Ochrona mogła się przejść kilka razy więcej po salach i wywalić tych naprutych gówniarzy, ale cóż. Tak sobie na koniec trochę pomarudziłam.
Więcej takich maratonów sobie życzę. O. 

środa, 06 lipca 2011
(krótko) O filmach z superbohaterami

Od dawna żyję w przekonaniu, że filmy będące adaptacjami książek są o klasę lepsze od tych, które książkami inspirowane nie są. Oczywiście z wyjątkami potwierdzającymi regułę. Osobną kategorię stanowią adaptacje powieści graficznych, przez nie czytającą ich większość zwanych komiksami.

dc

W czołówce, na podstawie ilości produkcji filmowych, zdecydowanie znajdują się dwie mega potęgi wydające komiksy - DC Comics i Marvel. Mogę wreszcie zacząc wyrażać swoje mocno subiektywne opinie, bo, drodzy czytający, filmy na podstawie "dzieł" DC Comics są po prostu niestrawne i często okazują się filmowymi porażkami. Jedynym chyba udanym w ostatnich latach filmem na bazie DC Comics jest nowa batmanowa seria z Christianem Balem w roli człowieka nietoperza. Poza tym, same gnioty - "Catwoman", "Superman", "Watchmen: Strażnicy" (nie aż tak tragiczni, przyznaję) czy "Green Lantern", który niebawem wejdzie do polskich kin. Ten ostatni wydaje się tak niedorzeczny, że nie wiem czy płakać czy się śmiać. Nie jestem wstanie zrozumieć co pchnęło Reynoldsa do pokuszenia się o rolę w tym filmie, zwłaszcza, że pamiętam go jako Deadpoola ("X-Men Geneza: Wolverine"). Wielkie 'nie, nie'. Nie zamierzam tego oglądać nawet jeśli ktoś miałby mi dopłacić.

marvel

Za to adaptacje marvelowskich powieści graficznych mogłabym, w większości, oglądać i oglądać. Nie wszystkie, wiadomo, mam swoje ulubione. Do niewypałów, bo też takie tutaj są, zaliczam "Ghost Ridera", "Daredevila", "Elektrę" czy "Hulka". Nie lubię też "Spider-Mana", ale ten film (seria) jest zaskakująco dobrze oceniany przez innych, cóż, mamy prawo się nie zgadzać ;-). No ok, "Fantastyczna czwórka", "Iron Man" czy "Blade" też moimi ukochanymi filmami nie są, ale przyznaję, zrobione są nieźle. Uwielbiam za to caluteńką serię o X-Menach. Ostatni film - nadal wyświetlany w kinach - "X-Men: Pierwsza klasa" widziałam na dużym ekranie 5 razy. Trąca wariactwem, wiem, ale nie poradzę nic na to, że film jest dobrze zrobiony. "Thora" widziałam w kinie 'tylko' 3 razy, byłoby pewnie więcej gdyby nie to, że dystrybutor zdecydował się udostępnić film tylko w 3D, a to chyba zniechęciło potencjalnych widzów i film szybko 'zdjęto z afisza'. Moja fascynacja(?) tymi ostatnimi póki co zaprocentowała uzbrojeniem się w płyty z muzyką filmową. Na pewno pójdę do kina na nową wersję "Kapitana Ameryki", chociaż nie ukrywam, mam pewne obawy. Niecierpliwie za to czekam na przyszłorocznych "The Avengers" i potwierdzenie plotek o produkcji filmów takich jak "Nick Fury" czy "Deadpool", o "X-Men Geneza: Magneto" nie wspominając. Na cuda jednak nie liczę. Chociaż... ;-)

the avengers

The Avengers, od lewej: Iron Man, Czarna Wdowa, Thor, Kapitan Ameryka, Nick Fury, Hawk Eye, Bruce Banner/Hulk

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16


Popieram Internet Bez Chamstwa Lubię czytać